Z cyklu myśli krótkich: nie ma to jak po długich zmaganiach zakończyć wreszcie artykuł o Irokezach, wysłać go do redaktora w poczuciu ulgi i euforii z odzyskanej częściowo wolności, po czym udać się do drugiego pokoju z zamiarem odpoczynku i należytego odmóżdżenia i tam stwierdzić z lekką zgrozą, że w telewizji leci film o Pocahontas.
piątek, 17 stycznia 2014
poniedziałek, 30 grudnia 2013
czekając na nowy rok
Wróżby noworoczne - w gruncie rzeczy nic nadzwyczajnego. Mało kto traktuje je poważnie, ale i mało kto przechodzi obojętnie obok nich obojętnie, bo to i ciekawość się włącza i efekty wróżenia nierzadko są zabawne lub motywujące. Nawet niepoważne mimo wszystko budzą ludzkie zainteresowanie i na dłużej lub krócej zostają w pamięci.
Ja również postanowiłam się zabawić. Przepis na zabawę-przepowiednię trafił do mnie sam. Oto on:
1. wyciągnij rękę i weź pierwszą, leżącą najbliżej Ciebie książkę2. otwórz ją na stronie 343. pierwsze zdanie powie Ci, jaki będzie dla Ciebie nadchodzący rok
W porządku.
Pech (albo fart) chciał, by najbliższą książką w przestrzeni były Haiku tłumaczone przez Agnieszkę Żuławską-Umedę (Wydawnictwo ELAY 2006). Strona 36 - spis treści tudzież polskie incipity strof. Pierwsze zdanie: "Sosna i bambus" (a dalej odnośnik do haiku Issy ze strony 51). Bardzo zabawne. Wolałabym chyba coś bardziej konkretnego. Chociaż patrząc na komentarze innych osób, które chwaliły się swoimi pierwszymi zdaniami ze strony 34 mogło być o wiele gorzej - morderstwa, apokalipsy, gwałty zbiorowe itd. (ostatecznie nie takie rzeczy spotyka się chociażby w "Grze o Tron", nieprawdaż?). To już wolę swój niedookreślony zagajnik sosnowo-bambusowy.
Z drugiej strony, Basho mówił swoim uczniom: "Tego, co sośnie właściwe - ucz się od sosny, a bambus niech nauczy cię wszystkiego, co należy do jego natury. (...) Stań się sosną. Stań się bambusem. (...) poczujesz jej najgłębszą naturę, stworzysz poezję".
To będzie dobry rok.
![]() |
| Kolaż nr 307 * w książce szukam wróżb na nadchodzący rok - "sosna i bambus" * |
wtorek, 5 marca 2013
wiosna idzie czyli cichy jęk ze świata nie-umarłych
Wbrew pozorom ani nie umarłam, ani nie zapadłam w sen zimowy. Chociaż może trochę szkoda tej hibernacji... Przynajmniej ominęłyby mnie (na razie) pisanie pracy magisterskiej. Tak czy siak, doszłam po prostu do wniosku, że zamiast pisać o rzeczach pesymistycznych lepiej nie pisać wcale i zamiast tego skupiłam się na pracy nad własnym wykształceniem i nad fermentującą irytacją szarugową. Bo głównie w szarudze lutowej dostrzegam głównego winowajcę moich dąsów, fochów i złych humorów.
Tak jak i wczoraj, dziś znowu wylazło słoneczko i od razu obudziłam się w dobrym nastroju. Poodkręcałam maksymalnie żaluzje i pootwierałam okna. Słucham ptasich awantur przy karmniku i iście wiosennych szczebiotów sikorek na pobliskich klonach. Do domu wpada zimne powietrze o tym dziwnym, charakterystycznym zapachu przywodzącym na myśl wygrzaną przez słońce glebę. Paradoks, bo chodzę z gęsią skórką, cała się trzęsę, ale nie zamierzam się cieplej ubierać - jest mi zimno, ale to zimno wczesno-wiosenne! Można więc trochę pomarznąć.
Tak czy siak - cieszcie się wiosną i do przeczytania niedługo.
![]() |
| Kolaż 073 |
Subskrybuj:
Posty (Atom)

